VFR25AZ przymrużeniem oka o tym, co dzieje się w Lesznie.

W Urzędzie Miasta dzień jak co dzień. Prezydent rozsiadł się wygodnie w swoim skórzanym fotelu. Dzień jak zwykle rozpoczął od przeglądu ważnych informacji. Na laptopie po kolei przeskakiwały strony internetowe. A to facebook, a to twitter, a to facebook. – Dobrze, dobrze, PR okej, PR okej – powtarzał w myślach z nieukrywanym zadowoleniem prezydent.

Nagle błogi spokój pierwszego urzędnika miasta zakłóciło pukanie. Zza białych niczym słoniowy kieł drzwi wychyliła się głowa drugiego zastępcy. – Panie prezydencie, nie przeszkadzam? – zapytał wyraźnie przyciszonym głosem.
Nie, nie, zapraszam, czekałem na ciebie. A gdzie pierwszy?
Powiedział, że się trochę spóźni. Ma spotkanie rady nadzorczej.
Dobrze, zaczniemy sami. W sumie, to chciałem tylko omówić sprawę tego, no wiesz, czyszczenia miasta – rzekł prezydent rzucając ciężkie spojrzenie w kierunku swojego podwładnego.

Drugi zastępca stanął na baczność. Czuł, że może się wykazać. Wszystko przebiegało całkiem sprawnie. Echa poprzedniego ustroju jedno po drugim znikały z przestrzeni miejskiej w zaplanowanym tempie.
Panie prezydencie – rozpoczął żwawo – melduję, że zmiana nazwy ulicy tego komunistycznego zbrodniarza przebiegła wzorowo. Tabliczki Findera z samego rana zastąpiliśmy Baczyńskim. Mieszkańcy nawet nie zorientowali się w całej akcji i nie było żadnych protestów. Rozpoczynamy fazę trzecią.
A co z drugą? – przerwał prezydent.
Ulica Findera to był drugi etap – odparł pewny swego drugi zastępca. – W pierwszej fazie udało się pokonać Lewicę. Zamiast nazwać rondo przy osiedlu Ogrody, rondo Ogrody, nadaliśmy mu imię Inki.
Tej kawy zbożowej? A co to ma do rzeczy?
Nie, nie. Panie prezydencie – pospieszył z wyjaśnieniami drugi. – Danuty Siedzikówny. Pseudonim Inka. Bohaterki walk z komunistami.
No tak. Oczywiście. Tylko cię sprawdzałem – odparł nieco zmieszany prezydent. – Co dalej?
Pora na usunięcie pomnika Armii Czerwonej! – zakomunikował drugi.
Świetnie! To dopiero będzie efektowne – wykrzyknął wyraźnie zadowolony prezydent. – To znaczy efektywne czyszczenie miasta z poprzedniego ustroju – poprawił się.
Dokładnie – zgodził się drugi. – A dodatkowo jest już pomysł na dalszy rozwój akcji – dodał jeszcze bardziej zadowolony z siebie zastępca. Wyjąwszy pismo ze skórzanego nesesera, z którym nigdy się nie rozstaje, rozpoczął odczyt: – Panie prezydencie. W Lesznie mamy ulicę Czechosłowacką. Jak wiadomo nie ma już takiego kraju, a dodatkowo było to państwo komunistyczne…

Prezydent zjechał w fotelu i popatrzył na ekran laptopa. Nie słuchał już swojego zastępcy. Na ekranie znajdował się post z facebooka. 94 lajki. – Czechosłowacka? Czechosłowacka? Pomyślał prezydent i mocno się zatrwożył. Ile tam mieszka ludzi? PR nie okej, PR nie okej…