W obronie dobrych lekarzy. Patologia zaczyna się w systemie (opinia)

Z pewnością wielu z Was nie spodoba się to, co za chwilę przeczytacie. Wiem, że po informacjach o lekarzach zarabiających miliony łatwo powiedzieć: „im ciągle mało”. Tyle że to nie jest takie proste. Nie zamierzam bronić tych, którzy cynicznie wykorzystują dziury w systemie. Ale będę bronił lekarzy, którzy uczciwie pracują, biorą odpowiedzialność za ludzkie życie i dziś są wrzucani do jednego worka z kontraktowymi rekordzistami. Bo największym winowajcą tej patologii nie jest żaden lekarz. Jest nim system, który na tę patologię pozwolił.

Kiedy słyszymy, że lekarz w publicznym szpitalu zarabia ponad milion złotych rocznie, trudno przejść obok tego obojętnie. Zwłaszcza gdy pacjenci miesiącami czekają na wizyty, szpitale mówią o długach, a pielęgniarki, ratownicy i pozostały personel medyczny zarabiają wielokrotnie mniej.

Oburzenie jest zrozumiałe. Ale najgorsze, co można zrobić, to wrzucić wszystkich lekarzy do jednego worka.

Bo większość lekarzy nie jest milionerami. Większość nie ustawia systemu pod siebie, nie żongluje kontraktami i nie traktuje publicznego szpitala jak prywatnej maszynki do zarabiania pieniędzy. Wielu lekarzy pracuje uczciwie, bierze odpowiedzialność za pacjentów, dyżuruje ponad siły i codziennie mierzy się z systemem, który od dawna działa bardziej dzięki ludziom niż dzięki dobrym zasadom.

I powiedzmy jasno: chyba nikt rozsądny nie chce, aby lekarze, którzy przeprowadzają wielogodzinne operacje ratujące życie, pracowali za czapkę gruszek. Dobry specjalista powinien dobrze zarabiać. Za wiedzę, odpowiedzialność, stres i decyzje, od których zależy ludzkie życie, należy się godne wynagrodzenie.

Problem zaczyna się gdzie indziej. Nie wtedy, gdy lekarz zarabia dobrze, tylko wtedy, gdy system pozwala nielicznym zarabiać astronomiczne kwoty w sposób, którego pacjent nie jest w stanie zrozumieć ani zaakceptować.

To przede wszystkim wina systemu. Systemu, który przez lata był łatany od kryzysu do kryzysu. Systemu, w którym dyrektor szpitala jest rozliczany głównie z wyniku finansowego, a nie z tego, czy pacjent szybko i dobrze otrzymał pomoc. Systemu, w którym jedne procedury się opłacają, a inne są dla szpitala stratą. Systemu, który zamiast planować kadry i potrzeby pacjentów, pozwala dyrektorom walczyć o specjalistów za każdą cenę.

A tam, gdzie jest desperacja, pojawiają się cwaniacy.

Nie wszyscy lekarze. Ale są tacy, którzy doskonale wiedzą, że szpital nie ma wyboru. Wiedzą, że bez nich oddział może przestać działać. Wiedzą, że kontrakty B2B dają możliwości, których nie daje normalna umowa o pracę. Wiedzą, że można pracować w kilku miejscach, obsługiwać kilka oddziałów, brać kolejne dyżury i wystawiać kolejne faktury. Formalnie często wszystko się zgadza. Moralnie już nie zawsze.

Tyle że to nie lekarz sam stworzył te reguły. Ktoś na to pozwolił. Ktoś przez lata udawał, że nie widzi problemu. Ktoś zaakceptował model, w którym kontrakt stał się sposobem na obchodzenie ograniczeń czasu pracy. Ktoś dopuścił do sytuacji, w której jeden lekarz może być rozwiązaniem problemów kadrowych całego oddziału, a czasem kilku oddziałów naraz.

Wszyscy rozumiemy, że kierowca nie może pracować bez końca, bo zmęczenie za kierownicą może zabić. Dlatego państwo wprowadziło limity, kontrole i tachografy. Tymczasem to samo państwo pozwala, by lekarze pracowali ponad miarę, czasem po kilkadziesiąt godzin, podejmując decyzje o zdrowiu i życiu pacjentów. To pokazuje skalę absurdu.

Największa odpowiedzialność spoczywa więc na politykach. I tu jest sedno sprawy: politycy nie chcą prawdziwej reformy ochrony zdrowia. Bo prawdziwa reforma boli. Wymaga decyzji, które komuś się nie spodobają. Wymaga naruszenia interesów ludzi, którzy w obecnym chaosie świetnie się urządzili. Wymaga odwagi większej niż konferencja prasowa i zapowiedź „pilnych zmian”.

Dlatego od lat mamy gaszenie pożarów zamiast naprawy chorego systemu. Jedna afera, kilka mocnych wypowiedzi, zapowiedź kontroli, potem cisza. System zostaje ten sam. Pacjent dalej czeka. Uczciwy lekarz dalej pracuje w trudnych warunkach. A ci, którzy najlepiej odnaleźli się w mętnej wodzie, nadal wiedzą, gdzie i jak zarobić najwięcej.

Dobrych lekarzy trzeba bronić przed zbiorową odpowiedzialnością. Ale patologii bronić nie wolno. Trzeba jasno powiedzieć: lekarz ratujący życie powinien zarabiać bardzo dobrze. Lekarz wykorzystujący dziury systemu nie powinien być symbolem całego środowiska. A państwo, które na to pozwala, nie powinno udawać zdziwionego.

Problemem w ochronie zdrowia jest system, który nagradza spryt bardziej niż odpowiedzialność. Winni są przede wszystkim politycy, którzy od lat wolą ten system pudrować, niż naprawdę zmienić.

Czytaj także: