Cook: Znalazłem na ten tor coś, co działa
Odwiedź nasze social media:
Fogo Unia po emocjonującej rywalizacji pokonała Orlen Oil Motor Lublin 46:44. Spora w tym zasługa Bena Cooka, który po raz kolejny znakomicie zaprezentował się na Stadionie im. Alfreda Smoczyka. – W każdym spotkaniu ustawienia są praktycznie takie same – mówi zawodnik Byków.
Ben Cook znany jest z tego, że ataków szuka często przy krawężniku. W spotkaniu z Motorem pokazał jednak, że potrafi skutecznie ścigać się także po zewnętrznej. Zaprezentował to choćby w pierwszym wyścigu, kiedy na ostatnim okrążeniu wyprzedził Martina Vaculika. – Dzisiaj wewnętrza w ogóle nie działała. Cała akcja i szybka scieżka były dziś na zewnątrz – komentuje Ben Cook. – Tor był po prostu delikatnie porysowany i to tam była najszybsza linia. Jeśli nie jechałeś szerzej, to jakbyś się cofał. Tor był praktycznie taki sam jak wcześniej z tą różnicą, że lekko podrapana była zewnętrzna. Nie było tak w ostatnim meczu, ale to wszystko. Mi to kompletnie nie przeszkadza – dodał.
Minimalny triumf Byków nad Motorem był ich sporym sukcesem. – To było bardzo zacięte spotkanie, od pierwszego do ostatniego biegu. Dobrze, że udało się osiągnąć cel i wywalczyć zwycięstwo. To było dla nas bardzo ważne – mówi Ben Cook. – Lublin to bardzo trudny przeciwnik. Dobrze było pokazać, że możemy wygrywać właśnie z takimi zespołami. Nawet jeśli niektórzy z nas nie mieli najlepszego wieczoru, to zdołaliśmy wygrać. To dobrze.
Australijczyk był w niedzielę jednym z najmocniejszych punktów w ekipie Rafała Okoniewskiego. Na torze wywalczył 11 oczek. Słabiej poszło mu tylko w piętnastym wyścigu, kiedy startował z pola najbliższego murawy. – Chyba przez cały mecz nie było zbyt wielu zwycięstw z tego pola. Najważniejsze jest to, że zdobyliśmy jako drużyna w tym biegu dwa punkty, które dały nam wygraną – powiedział Ben Cook. – Miałem dobrą szybkość w piętnastym wyścigu. Prawie wyprzedziłem rywala na kresce, ale niestety zamknął mi drzwi na ostatnim okrążeniu. Widział mnie po wewnętrznej, że się zbliżam i właśnie tam pojechał. W ten sposób praktycznie straciłem już szansę. Ale ogólnie miałem dobrą szybkość. Niestety to trudne wyjście z pierwszego pola zrobiło swoje – dodał zawodnik.
Mecz z Motorem był już trzecim bardzo dobrym ligowym występem Bena Cooka na leszczyńskim torze. Australijczyk złapał odpowiednie ustawienia na ten obiekt i nie wprowadza wielu zmian. – Nie ma w tym żadnej tajemnicy. Serio. W każdym spotkaniu ustawienia są praktycznie takie same – zapewnia Ben Cook. – Cieszę się, że znalazłem na ten tor coś, co naprawdę działa. Dobrze jest mieć taki zestaw ustawień, który ewentualnie wymaga korekty drobnych rzeczy, jeśli coś nie do końca akurat działa. To tym bardziej ważne tutaj, na dużym i szerokim torze, bo jeśli coś nie działa, to wiesz, że czeka cię ciężka robota na trasie – podsumował Australijczyk.
Zdjęcie: Foto Kats
