VFR25A

Z przymrużeniem oka o tym, co dzieje się w Lesznie.

W Cyrku Anakonda wszyscy czuli, że zbliża się termin nowego występu. W siedzibie codziennie krzątali się artyści, aby przeprowadzić ostatnie próby. Na arenie klauni zastępowali iluzjonistów, a ci przeganiani byli przez gimnastyków. I tak w kółko od kilku dni. Dyrekcja cyrku od tygodnia wisiała na telefonach dogrywając ostatnie szczegóły trasy. Tylko zwierzęta i ich opiekunowie wydawali się nadzwyczaj spokojni. Na trasie występów w pierwszej kolejności widniało bowiem Leszno.

Wieści szybko się roznoszą. Treserzy już od jakiegoś czasu wiedzieli, że zakaz przedstawień z udziałem zwierząt obowiązuje w Lesznie, dlatego oni i ich podopieczni mieli w ostatnich dniach wolne. Zwierzęta wiedziały co się święci. W końcu nie są głupie.

Lwy skupiły się na wylegiwaniu się na swoich posłaniach i oglądaniu sąsiadujących z nimi koni. Wielbłądy jak zwykle znużone zajmowały się tym, co lubią najbardziej. Żuły i wpatrywały się w otaczający je krajobraz. Foki, które wśród cyrkowych zwierząt znane są z nadpobudliwości, jako jedyne w drużynie cyrkowych pupili wyglądały, jakby nie dotarła do nich wieść o zakazie występu w Lesznie. Beztrosko przekomarzały się i konkurowały między sobą w skokach do wody.

Nadszedł czas karmienia. Foki dostały porcję świeżych śledzi, a lwy przygotowaną porcję wołowiny. – Leon– zagadnął najstarszy lew w trupie do swojego młodszego kolegi, który leżał o wiele bliżej dostarczonego posiłku – co tam dziś na obiad?
To samo co tydzień temu o tej porze Niko, wołowina.
A liczyłem, że może któryś z tych smakowicie wyglądających koni zgłosił się na ochotnika – zażartował senior i łypnął okiem na swojego kolegę.
Oj Niko, Niko. Ciebie to się żarty trzymają nawet w najgorszych momentach.
Czym się tak przejmujesz, kilka dni wolnego więcej nikomu nie zaszkodziło – pocieszył swojego młodszego kolegę Niko.
Niby tak – odparł Leon i wgryzł się w świeżą wołowinę – ale jak tak dalej pójdzie, to zostaniemy bez pracy. I co wtedy? Emerytura? W tym kraju? Wyobrażasz to sobie? – Zawył z rozpaczy młody lew i skupił się na pałaszowaniu wołowiny.

Oj młody. Musisz jeszcze wiele się nauczyć – rozpoczął mentorskim mruknięciem Leon. – Zakaz przecież obowiązuje tylko na gruntach miejskich. Dyrek nie miał czasu i nie zdążył załatwić miejscówki. Zobaczysz, że jeszcze nie raz zagramy w Lesznie i wszystkich innych miastach z zakazami.
Mówisz? – zapytał nieco bardziej szczęśliwy Leon. Choć prawdopodobnie jego radość wynikała z coraz bardziej pełnego brzucha. Po czym dodał – To po co w ogóle takie utrudnienia ze strony władz miasta?
Nie wiesz? – z lekką drwiną w głosie zapytał Niko – Ci urzędnicy to robią tam swój własny cyrk i po prostu nie chcą konkurencji!