W ostatnim czasie żołnierze częściej zaczęli się pojawiać w przestrzeni miasta. Z jednej strony obchody rocznicowe, a z drugiej uroczysta przysięga wcielenia nowych mundurowych.

Jest to także okazja do zastanowienia się nad trafnością decyzji ministerstwa odnośnie służby zawodowej. Obecnie w mediach najwięcej uwagi poświęca się reformie w szkolnictwie. A jaki to wygląda z żołnierzami? Czy zniesienie zasadniczej służby wojskowej to przysłowiowy strzał w dziesiątkę czy w stopę?

Jedno jest pewne, decyzja spowodowała zniknięcie z krajobrazu miasta rezerwistów. Dziś żołnierz rezygnujący odchodzi ze służby w sposób powszechnie stosowany każdej innej firmie czy przedsiębiorstwie, składając stosowne dokumenty. Natomiast dawniej było to święto dla każdego odchodzącego do rezerwy. Jakie jest Wasze zdanie, czy wojsko uczyło charakteru, a kilka miesięcy spędzonych w koszarach było owocne w dalszym życiu, czy był to bezsensowny obowiązek?

„Musztra” w codziennym życiu:

Poranne wojskowe apele na dobre wdarły się do wielu korporacji. Na jednym z uniwersyteckich wykładów usłyszałem, że w Japonii poranne spotkanie jest dosłownie celebracją. Pozostaje także kwestia grupy. W szkole nie dostajemy grupowych świadectw, nie usłyszymy w niej także nazwisk żeglarzy z załogi Krzysztofa Kolumba, bez której wyprawa z całą pewnością nie doszłaby do skutku. A  jednak grupa często pozwala na osiągnięcie celu niemożliwego dla jednostki. Natomiast w  zasadniczej służbie można było niemal każdego dnia usłyszeć, że żaden pojedynczy żołnierz nie jest armią.

Zapraszam do dyskusji, a także przywołania swoich wspomnień związanych z odejściem do cywila, CZOŁEM!