„Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Piotr” – rozmowa z Benem Cookiem
W wywiadzie dla Głosu Leszna Ben Cook mówi o tym, co najbardziej zaskoczyło go w polskim żużlu. Opowiada o trudnych początkach kariery i o tym jak trafił do Leszna. Australijczyk zdradził też jak spędza czas w swojej ojczyźnie i czym zajmuje się poza sezonem.
Odwiedź nasze social media:
Głos Leszna: Jak zaczęła się twoja przygoda z żużlem?
Ben Cook: Zacząłem jeździć kiedy miałem 4 lata. Na początku był motocross, później pojawiły się motocykle żużlowe. Gdy zaczynałem, to w Australii było ciężko. Może jest łatwiej teraz, ale kiedy byłem młodym zawodnikiem, nie było dużo okazji do jazdy. Ścigaliśmy się 5 – 6 razy w roku. Było ciężko, ale tak zaczynałem. Każdy z nas chciał oczywiście pojechać do Anglii. Kiedy to się udało dołączyłem do Poole i z roku na rok robiłem postępy aż w końcu w 2024 roku dostałem wiadomość od Piotra (Rusieckiego – dop. red.) i oto jestem.
A jak w ogóle odkryłeś żużel i dlaczego żużel, a nie na przykład popularne w Australii sidecary?
Było nam blisko do tego przez jazdę z czasów młodości na dirt trackach. Wszyscy dorastaliśmy przy tym. Mam na myśli Brady’ego i jego brata, siebie i mojego brata czy Jacka Holdera. Wszyscy potem przeszliśmy do juniorskiego żużla i tak to się zaczęło.
Pamiętasz, jak doszło do tego, że zostałeś zaproszony przez Unię, aby dołączyć do drużyny?
Tak, Piotr Rusiecki napisał do mnie i zapytał czy byłbym zainteresowany przyjechaniem do Polski i ściganiem się tutaj. Oczywiście, że od razu byłem zdecydowany. Tak naprawdę tydzień, może dwa tygodnie później przyjechałem tu do Leszna na stadion, aby potrenować, zrobiłem kilka rund i stało się. Chwilę później debiut w Częstochowie i tak to ruszyło. To był bardzo fajny czas w moim życiu.
Co pamiętasz najbardziej z twoich pierwszych dni w Unii?
Prawdopodobnie pierwszy mecz. Był całkiem inny. Duży stadion, duża publiczność. To wielka różnica od tego, co mamy w Anglii. To chyba największa rzecz, którą pamiętam. Fajnie było odjechać dobre spotkanie. To zmieniło moją karierę. Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Piotr.
Co najbardziej zaskoczyło cię w polskiej lidze? Jak bardzo różni się ona od brytyjskiej?
Różnica jest wielka. Wiesz, zaczynałem od niczego. Sam robiłem własne motory. Jeździłem sam na każdy mecz. Po każdym spotkaniu miałem 4-5 godzin żeby się wyspać, a potem powrót do motorów. Musiałem je umyć, przygotować i jazda na kolejne zawody. Wiem, jak to jest, gdy musisz wszystko robić sam. A tutaj przyjeżdżasz i widzisz młodych zawodników, którzy posiadają duże Sprintery, trzy motocykle, zespół mechaników i wszystko poukładane. To mi otworzyło oczy. Pomyślałem, że to szalone, niesamowite. Jeżdżę całe życie i nie jestem nawet blisko takiego poziomu organizacyjnego. To był dla mnie nowy świat.
Jaki moment w dotychczasowej karierze najbardziej zapadł ci w pamięć?
Chyba zwycięstwo tutaj w Lesznie i wygranie ligi w zeszłym roku. I jeszcze potrójna korona w Wielkiej Brytanii, kiedy byłem kapitanem w Poole. To było fajne. Mam kilka dobrych momentów w pamięci i mam nadzieję, że jeszcze kilka przede mną.
Twój ulubiony utwór, który puszczasz przed meczem lub playlista?
Nie słucham muzyki przed spotkaniami. Robię własne rzeczy. Może dziwne, ale nic specjalnego, szczerze mówiąc. Lubię położyć rzeczy w swoim własnym miejscu i w określony sposób. Nic szczególnego. To mój czas, żeby się przygotować do spotkania.
Gdybyś nie został żużlowcem, to co byś robił?
Jestem elektrykiem z wykształcenia, więc pewnie pracowałbym w zawodzie.
Jak minęło ci lato w Australii?
Świetnie. Uwielbiam wracać do domu. To dobry czas dla mnie. Wrócić do domu, spotkać rodzinę, przyjaciół. Cieszę się pogodą, mogę trochę zwolnić i odpocząć. Tutaj sezon jest naprawdę długi. Mam wiele lotów między Polską i Anglią, dużo nieprzespanych nocy. Ale oczywiście to moja praca i bardzo ją lubię. Nie zamieniłbym jej na nic innego, ale też jest ważne dla mnie wrócić do domu, do Australii. Po prostu zresetować się. Uwielbiam wędkować i tak dalej. Mam kilka hobby, które pozwalają mi odpocząć.
Czyli pójście na ryby to twój sposób na odstawienie żużla?
Tak, na pewno. Robię to często w domu w Australii. Ale nie tylko to. Gram też na przykład w golfa. Musisz mieć hobby, które jest czymś innym niż sport, którym zajmujesz się na co dzień. To sposób na to, aby odpocząć i zresetować się.
Rozmawiał: Grzegorz Lewandowski
Zdjęcie: Foto Kats
