VFR25A

Z przymrużeniem oka o tym, co dzieje się w Lesznie.

Od rana w Urzędzie Miasta panował spory ruch. Prezydent w towarzystwie swoich zastępców co kilka minut przyjmował kolejne delegacje przedstawiające plany na najbliższy rok. Do godziny 13:00 w gabinecie zjawili się już wszyscy wezwani. No, prawie wszyscy, nie pojawił się jeszcze dyrektor MOSiR-u i szef MPWiK.

Drugi, co z dyrektorem MOSiR-u? Dlaczego go jeszcze nie ma? O 13 chciałem zrobić wrzutę na fejsa z informacją o dzisiejszych spotkaniach. Jak on śmie mi psuć takie ważne plany? – rzucił w stronę swojego drugiego zastępcy prezydent.
Szefie, on raczej się nie zjawi. Sam nie mam z nim kontaktu od miesięcy…
Co takiego? Jak to możliwe? – zapytał z wielkim niedowierzaniem prezydent.
Bo to nie nasz człowiek – wyjaśnił pierwszy zastępca. – On jeszcze się uchował z poprzedniego rozdania…
Co? Jak to możliwe? Myślałem, że mamy już absolutną kontrolę nad wszystkim i wszystkimi! – rzekł prezydent z niedowierzaniem i  spoglądając jednocześnie zza okno dodał – Jak mogliście mi to zrobić? Mamy jakiś plan awaryjny? Możemy go, no wiecie…
Oczywiście – szybko wtrącił się drugi. – Niebawem wprowadzimy tam odpowiednią osobę, a jak tylko dyrektor wróci z chorobowego załatwimy formalności i odbijemy placówkę z rąk wroga!
Doskonale! Doskonale! – Rozmarzył się prezydent i mimochodem przyjął pozycję, z której niegdyś słynął sam Napoleon Bonaparte. Gdyby nie wzrost i brak nakrycia głowy, rozróżnienie tych dwóch postaci byłoby w tym momencie praktycznie niemożliwe.

Z zadumy wyrwało go pukanie do drzwi.

Można? – nieco wystraszonym głosem zapytał prezes MPWiK.
Śmiało, śmiało, sami swoi! Czekaliśmy na ciebie – z nieukrywaną radością zaprosił prezesa prezydent. – Jak tam? Wszystko oczywiście w porządku, prawda?
No właśnie nie do końca… – odważnie, choć z widocznym niepokojem rozpoczął prezes – Budżet się nie spina.
Podniesiesz cenę za wodę i załatwione – rzucił krótko prezydent i niezmiernie się ucieszył widząc przytakujące głowy zastępców.
W poprzednim roku nie zgodził się pan na podwyżkę i mój poprzednik musiał… tzn. zdecydował się odejść – zauważył prezes.

W gabinecie zapanowała cisza.

Towarzystwo z konsternacji wyrwał sam pierwszy urzędnik miasta. – Mam! – Wykrzyknął uradowany z siebie prezydent. Tym razem świadomie wypiął pierś i przyjął pozę cesarza Francuzów. Czuł, że plan, który tak szybko wpadł mu do głowy jest genialny – Podniesiemy ceny za ścieki i opłatę stałą, a nie za wodę i sprawa załatwiona! Lud to kupi!