Wściekły Pickering groził bojkotem finału
Nerwowej atmosferze w parku maszyn niejednokrotnie towarzyszą wulgarne słowa. Tak było podczas meczu finałowego Metalkas 2. Ekstraligi w Bydgoszczy. Josh Pickering wpadł w furię, kiedy dowiedział się, że ma zostać zastąpiony przez innego zawodnika. Posunął się nawet do stwierdzenia, że nie przyjedzie na rewanż w Lesznie. Po sprawie dawno już opadł kurz, a żużlowiec przeprosił za swoje zachowanie.
Odwiedź nasze social media:
Josh Pickering ma za sobą słaby sezon i trudno dziwić się decyzji leszczyńskich włodarzy o zakończeniu współpracy. Australijczykowi nie można jednak odmówić ambitnej postawy i woli walki. Te cechy w połączeniu z frustracją doprowadziły go do wybuchu gniewu podczas pierwszej odsłony finału Metalkas 2. Ekstraligi. Sytuację pokazały kamery Canal + Sport.
Pickering słabo zaczął spotkanie w Bydgoszczy. W trzech wyścigach nie zdołał pokonać żadnego z rywali. Mimo to był przekonany, że należy mu się kolejna szansa. Byki były wtedy w trudnej sytuacji i musiały odrabiać spore straty. Nic dziwnego, że leszczyński sztab szkoleniowy postawił w końcówce na lepiej dysponowanych zawodników.
W pewnym momencie Josh Pickering podszedł do Sławomira Kryjoma i zapytał czy jedzie w kolejnym wyścigu. W odpowiedzi usłyszał, że zostanie zastąpiony. To wyraźnie wzburzyło Australijczyka. – Człowieku, wyjadę z trzeciego, jestem szybki. Zawsze wygrywam z trzeciego. Wygram ten wyścig – zapewniał Pickering w serialu „Misja awans. Ostatni łuk do PGE Ekstraligi”.
Sławomir Kryjom nie dał się przekonać, a Australijczyk zagotował się całkowicie. – Nie przyjadę za tydzień – rzucił w stronę klubowego dyrektora. – Twój wybór – odpowiedział krótko Kryjom.
Atmosfera gęstniała. Pickering przeklinał i domagał się kolejnej szansy. Wobec odmowy wyładował wściekłość rzucając w boksie kaskiem i goglami. – W play – offach nie ma żartów i jeśli jest okazja do odrabiania strat, to nie ma miękkiej gry – komentował Sławomir Kryjom na antenie Canal+ Sport. – Josh zrozumiał to około godziny 23.00 po meczu. Wysłał długiego smsa, w którym przepraszał. Nie ma problemu, takie rzeczy się zdarzają. To też jest część naszej roboty – dodał były dyrektor zarządzający Unii Leszno.
Zdjęcie: Foto Kats
