20160820_100624Pomiędzy wietrzeniem, a czyszczeniem magazynów, pomiędzy zajączkami wielkanocnymi, a ekspozycją zniczy i następnie choinkowych bombek otoczonych girlandami, każdego roku ze wszystkich stron dociera do nas hasło: „Witaj szkoło”.

Organizowane są kiermasze taniej książki, pojawiają się mobilne punkty sprzedaży podręczników, przybywa ogłoszeń na portalach. Doskonale widzimy jak z każdym rokiem zmieniają się autorzy, wydawnictwa, treści podręczników. Zmiany zachodzą na stanowisku ministra edukacji, a idąc tym tropem dalej, zmienia się program oświaty.

Ja z kolei zwróciłem uwagę jaką to ewolucje przechodzą szkolne zeszyty. Na fotografii znalazły się trzy kajety: jeden pochodzi z roku 1964, drugi z przełomowego millenium (2000 r.) natomiast trzeci właśnie zakupiłem w jednym z wielkopowierzchniowych marketów.

Oczywiście dziś możemy zamówić notatniki z dowolną ilustracją, lecz analizie poddałem te powszechnie dostępne. Zastanawiającym jest także fakt, iż świadomość historyczna wydaje się być z każdym rokiem większa , natomiast zeszyty przeznaczone na historię od niepamiętnych czasów (a z pewnością od kiedy pamiętam) przedstawiają egipskie piramidy. Zaciskam kciuki za wyparcie piramid przez Wawel, katedrę gnieźnieńską bądź okładkę z wizerunkiem Romualda Traugutta, Bogdana Jańskiego lub innej osoby związanej z historią kraju.

A gdyby tak pojawiły się zeszyty: do muzyki z Romanem Maciejewskim, polski – Stanisław Grochowiak, biologia – Jan Jonston , geografia – Krzysztof Arciszewski, plastyka – Mieczysław Kudella, religia – Teodor Korcz, historia – Stanisław Leszczyński? Byłoby jak w domu!