Nienawiść w piaskownicy

Czytelnik napisał do nas o smutnych scenach, których był świadkiem. Poniżej cytujemy list w całości.

Szanowna Redakcjo,

Zwracam się do Państwa jako mieszkaniec naszego miasta, zaniepokojony sytuacją, której byłem świadkiem na jednym z lokalnych placów zabaw. Mam 46 lat i zawsze wierzyłem, że słowa mają moc, a za słowami dorosłych powinny iść odpowiedzialne czyny. To, co usłyszałem wczoraj z ust dzieci, głęboko mną wstrząsnęło i nie pozwala mi przejść nad tym do porządku dziennego.

Na placu zabaw grupa dzieci – na oko zaledwie 8-9 lat – przez kilka minut biegała, skakała i głośno skandowała hasła: „Kto nie skacze, ten Ukrainiec” oraz „Nie chcemy Ukraińców”.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że te dzieci prawdopodobnie nie rozumiały wagi ani kontekstu słów, które bezmyślnie powtarzały za internetowymi trendami czy zasłyszanymi rozmowami. Przerażające i szokujące było jednak coś innego. Obok, na ławkach, siedzieli dorośli – ich rodzice i opiekunowie. Przez cały ten czas nikt z nich nie przerwał tej „zabawy”. Nikt nie podszedł, nie zareagował, nie powiedział prostego: „Stop, tak nie mówimy, to rani innych”. Panowała całkowita bierność i ciche przyzwolenie.

Jako społeczeństwo możemy mieć różne poglądy na politykę czy migrację. Jednak plac zabaw powinien być miejscem wolnym od dorosłej nienawiści, uprzedzeń i ksenofobii. Kiedy pozwalamy, by 8-letnie dzieci publicznie lżyły swoich rówieśników, a my, dorośli, udajemy, że nic się nie dzieje – kapitulujemy jako wychowawcy.

Piszę ten list nie po to, by kogokolwiek piętnować, ale by wywołać dyskusję. Gdzie podziała się nasza odpowiedzialność za to, co chłoną nasze dzieci? Czy naprawdę zgadzamy się na to, by na naszych podwórkach rosło pokolenie wychowane w nienawiści i obojętności?

Liczę na to, że nagłośnienie tej sprawy zmusi do refleksji chociaż kilku rodziców, którzy następnym razem na placu zabaw odłożą telefon i zaczną słuchać, co tak naprawdę krzyczą ich dzieci.

Czytaj także: