Niedziela Wielkanocna i Lany Poniedziałek – tradycje, które potrafią zaskoczyć
Wielkanoc to nie tylko świąteczny stół i rodzinne spotkania, ale także cała mozaika zwyczajów, które przez lata budowały rytm wiosny w polskich domach. Część z nich zniknęła wraz ze zmianą stylu życia, inne przetrwały w nowych wersjach. Są też takie, które wracają, bo po prostu lubimy, gdy święta mają swój charakter.
Dla wielu rodzin Wielkanoc zaczyna się od porannej mszy rezurekcyjnej. Dawniej, gdy wracano z kościoła pieszo, w niejednej miejscowości można było zobaczyć nietypowy „wyścig”. Szczególnie wśród młodych. Kto pierwszy dotarł do domu, ten według ludowych wierzeń miał szybciej stanąć na ślubnym kobiercu. Z czasem tradycja osłabła, bo zwyczajnie zmienił się sposób poruszania. Przesiedliśmy się do samochodów.
Wielka Niedziela miała przede wszystkim rodzinny wymiar. Nie był to dzień odwiedzin ani dalekich wypraw. Raczej spokojny czas przeznaczony na odpoczynek, rozmowy i bycie razem. W tradycyjnym myśleniu to właśnie wtedy wolno było nic nie robić. Domowe prace schodziły na dalszy plan, a gospodyni mogła pozwolić sobie na luz, który w zwykłe dni był rzadkością. Ten moment wyhamowania miał sens: po okresie przygotowań i wielkanocnych porządków przychodził czas na świętowanie bez pośpiechu.
Jeśli Wielka Niedziela kojarzy się z ciszą i rodzinną atmosferą, to Lany Poniedziałek jest jej żywiołowym przeciwieństwem. Śmigus-dyngus od lat jest symbolem wielkanocnej zabawy, w której główną rolę gra woda. Dawniej miało to swoje zasady: chłopcy oblewali panny, a taki „dyngus” bywał traktowany jako sygnał zainteresowania. Co ciekawe, w wielu miejscach nie odbierano tego jako przykrości, wręcz przeciwnie: oblanie mogło być powodem nawet do dumy.
W niektórych wsiach funkcjonował też zwyczaj „wykupienia się”. Dziewczyny próbowały ratować się pisankami albo drobnymi podarkami. Zazwyczaj jednak i tak kończyło się mokrym finałem, bo w tym wszystkim chodziło o radość i wspólne świętowanie.
Mało kto dziś pamięta, że wiosenne święta miały także swoich kolędników. W niektórych regionach chłopcy potrafili chodzić od domu do domu z symbolami nawiązującymi do Wielkanocy. Przyozdobionym krzyżykiem albo kogucikiem, który w ludowej tradycji bywał znakiem siły i męstwa. Bywały też grupy dziewczynek niosących gaik – zieloną gałązkę symbolizującą odradzającą się przyrodę. Towarzyszyły temu życzenia, śpiewy i obrzędowa atmosfera, która przypominała, że Wielkanoc jest świętem życia i nowego początku.
Czytaj także:
