Leigh Adams z pistoletem w dłoni i kogutem na dachu
Dla młodziutkiego Leigh Adamsa odkrywanie uroków Europy i naszego kraju wiązało się z wieloma zaskoczeniami. Australijczyk wspomina wyjątkową przejażdżkę samochodem, na którą zaprosił go jeden ze sponsorów drużyny z Lublina.
Odwiedź nasze social media:
Zanim Leigh Adams trwale związał się z Unią Leszno reprezentował w naszym kraju kluby z Wrocławia i Lublina. W jednym z tych miast zaliczył przygodę, którą przywołał kilka lat temu portal Po Bandzie. – Kiedyś poleciałem do Lublina rozmawiać na temat kolejnego kontraktu. Lublinowi finansowo pomógł wtedy pewien człowiek, którego miałem okazję spotkać. Zwróciłem uwagę na jego Mercedesa. On zaproponował wspólną przejażdżkę – relacjonował Leigh Adams. – Wyjechaliśmy z miasta i zaczął mnie namawiać do coraz szybszej jazdy. Dałem mu do zrozumienia, że może złapać nas policja, na co on wyjął zza siedzenia „koguta” i umieścił go na dachu auta. Po chwili spytałem czy nie boi się, że samochód zostanie ukradziony. Wtedy zza siedzenia wyjął pistolet i wcisnął mi go w dłoń. Jechałem więc z kogutem na dachu i pistoletem w ręce. Oddałem mu go. Pojechaliśmy do jego domu. Był wielki, z mnóstwem ochroniarzy. Czułem się jak w filmie „Ojciec chrzestny”. Tego człowieka spotkałem później jeszcze raz w życiu, jako sponsora… Roberta Dadosa.
Leigh Adams reprezentował drużynę z Lubina w sezonach 1991, 1992, 1994 i 1995. Od 1996 do 2010 roku nieprzerwanie bronił barw leszczyńskiej Unii.
