20160920_161146Wrześniowy numer Monitora Wielkopolskiego w cyklu co za historia pochyla się nad związanym z Lesznem: Janem Amosem Komeńskim i Janem Jonstonem.

Nie ukrywam iż chylę czoła przed każdym z artykułów tej serii, tym bardziej, że często dotyczą osób zapomnianych lub niedostatecznie zapamiętanych, np. braciom Hulewiczom z Kościanek (lipiec 2016).

Tym razem autor „dotarł” do Leszna. Rzecz jasna, kontrowersje dotyczą Komeńskiego. Czytam, iż z Amsterdamu, dokąd uciekł, wyrażał się o Polakach nie najlepiej…

Autor pisze następnie o pomnikach w Lesznie. Można wywnioskować, iż to zaproszenie do dyskusji czy Komeński na te pomniki sobie zasłużył. Ciekawostką jest także napisanie tylko o dwóch pomnikach Komeńskiego w Lesznie, tymczasem upamiętniono w go w mieście trzy razy. Podejmując wyzwanie rzucone przez Monitor Wielkopolski, czy Komeński słusznie jest obecny w takim stopniu w przestrzeni publicznej Leszna?