„Cały czas się uczę” – rozmowa z Benem Cookiem

Jego występ w Memoriale Alfreda Smoczyka był znakomity. Świetnie radził sobie także w meczach sparingowych. Ben Cook u progu sezonu imponuje formą. Mimo to ciągle chce się uczyć i doskonalić umiejętności.


Odwiedź nasze social media:

Głos Leszna: W debiutanckim sezonie w Ekstralidze zdobywałeś średnio blisko 2 punkty na bieg. Czy przed obecnym sezonem stawiasz sobie jakieś konkretne cele pod tym względem?

Ben Cook: Nie mam sprecyzowanego celu w tym zakresie. Zależy mi na tym, aby mieć równy sezon, wyjeżdżać na tor, dobrze wykonywać swoją pracę i czerpać z tego radość. Gdy masz przyjemność z jazdy, to w parze z tym idą punkty. Chcę też cały czas nad sobą pracować i stawać się lepszym zawodnikiem.

Gdy dołączyłeś do drużyny kibice nie mieli wobec ciebie żadnych oczekiwań, nie nakładali na ciebie presji. Teraz wielu liczy, że będziesz jednym z liderów. Czy dziś czujesz już jakąś presję ze strony fanów?

Nie. Fani oczywiście oczekują dużo. To jest po prostu oczywiste. Tak już jest. A ja mogę zrobić tylko to, co mogę. Nie wyjeżdżam przecież na tor, żeby spisać się słabo. Zawsze chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy. Czasami jest łatwo, innym razem trudno. Taki jest po prostu żużel. Staram się nie zagłębiać w to, co pojawia się na mój temat w social mediach. Nigdy nie da się wszystkich zadowolić. W końcu robię to, co robię tak, jak tylko potrafię najlepiej. Powiedziałbym, że to dobry sposób.

Czy poprzedni rok na torach Metalkas 2. Ekstraligi nauczył cię czegoś nowego?

Tak, oczywiście. Ja cały czas się uczę. Jeżeli popatrzysz na to z szerszej perspektywy, to ja tak naprawdę wcale nie odjechałem zbyt wiele meczów w Polsce. W minionym roku straciłem całkiem sporo startów. A rok wcześniej wskoczyłem do drużyny w drugiej połowie sezonu. Można powiedzieć, że mam za sobą jeden pełny sezon. Wciąż jest wiele torów, na których jeszcze nigdy nie byłem.

Jesteś jednym z niewielu zawodników, którzy na Smoczyku potrafią tak skutecznie rozpędzać się przy kredzie. Jaki jest twój sekret?

Nie ma w tym żadnej tajemnicy. To najwyraźniej coś, co mi pasuje. Nie ma w tym niczego niezwykłego, jakiegoś konkretnego czynnika, który mógłbym wskazać. Czasami tak jest, że komuś coś pasuje bardziej niż innym, ktoś ma do czegoś smykałkę. Może właśnie tak jest w tym przypadku. Mam jednak wiele rzeczy, nad którymi chcę pracować. Na pewno musisz być dobry na starcie, zwłaszcza w Ekstralidze. Ciężko się wyprzedza, gdy jesteś przeciwnikiem najlepszych zawodników na świecie.

Wspomniałeś o pracy nad startami. Czy są inne elementy żużlowego rzemiosła, które chcesz udoskonalić?

Nie ma jednej konkretnej rzeczy, bo chcę poprawić każdy element. Starty są bardzo ważne, ale trzeba pracować nad wieloma sprawami, aby w każdym spotkaniu prezentować się z dobrej strony i stabilnie punktować. Startom na pewno poświęcę dużo czasu, bo przecież o wiele lepiej być z przodu niż z tyłu.

Czy jest jakiś zawodnik w drużynie, z którym szczególnie lubisz jeździć w parze?

Niekoniecznie, nie. Najważniejsze, aby z kolegą z pary zwracać na siebie uwagę, aby patrzeć na siebie, to jest ważne. To jest coś, co robimy w Anglii. Każdy patrzy na partnera. Czasami w Polsce to nie jest wielki priorytet. Zawodnicy często jeżdżą dla siebie.

Jak oceniasz swoją formę po treningach i sparingach?

Jest dobrze, choć wiadomo, że to są tylko spotkania testowe. Wszyscy zawodnicy testują, nie jeżdżą tak jak to będzie w pierwszej rundzie. Ale u mnie wszystko idzie dobrze. Najważniejsze to nie złapać kontuzji, aby być gotowym i w pełni sił na pierwszy mecz ligowy.

Rozmawiał: Grzegorz Lewandowski

Zdjęcie: Foto Kats