Obelisk w parku

Obelisk w parku

Pomniki przypominają o wydarzeniach z historii ojczyzny oraz o losach lokalnych społeczności, przedstawiają pamiątki codziennego życia i symbole miast. Przybierają różną postać: obelisków, posągów, kolumn. Najmłodszym pomnikiem w Lesznie jest obelisk w parku Jonstona upamiętniający cmentarz ewangelicko – reformowany. Swoim wyglądem nawiązuje do nagrobków znajdujących się na tym cmentarzu. Cmentarz ewangelicki jest świadectwem przeszłości, historii trudnej, ale o której nie możemy zapominać . To nie tylko obiekt sakralny, ale kulturowy. Wpisywał się także w element krajobrazu. Zainteresowani tematem zapewne znają stronę internetową www.derkleinegarten.de. Poświęcona jest sztuce zakładania cmentarzy (roli ogrodzenia, wystroju ogrodniczego, pielęgnacji). Dziś z podziwem oglądamy fotografie starego Leszna przedstawiające przedwojenne cmentarze miasta. Warto pamiętać, że od zakończenia II wojny światowej przez co najmniej 20 lat niszczenie cmentarzy niemieckich uznawane było niemal za patriotyczne działanie (A. Rydzewska Zabytkowe Cmentarze Ewangelickie Północnej Wielkopolski, Poznań 2012). Pomyłka zadecydowała, że zachował się pomnik konny Marka Aureliusza wykonany w roku 175 w  Rzymie. W średniowieczu systematycznie niszczono pomniki o charakterze pogańskim. Wskutek nieporozumienia tenże pomnik wzięto za pomnik Konstantyna Wielkiego (zasłużonego dla chrześcijaństwa), w czasie gdy porozumienie zostało wyjaśnione, zapał do niszczenia dzieł sztuki pogańskiej zdążył już minąć. Pozostaje ufać, że następujące pomyłki będą miały tylko skutki takie, jak w przypadku pomnika rzymskiego cesarza. Z krajobrazów miast zniknęły pomniki mogące stanowić niezwykłe atrakcje turystyczne, a także służyć mieszkańcom. Któż nie chciałby w upalny dzień w Lesznie schronić się w cieniu tytana Atlasa? Pokrewna sytuacja ma miejsce w Nysie. Dawniej znajdował się tam pomnik Rzeźnika, który już swą nazwą wskazuje na wyjątkowość. Mieszkańcy tegoż miasta (podobnie jak mieszkańcy Leszna) mają nadzieję na jego powrót – symbolizował ważne wydarzenie z dziejów Nysy. Z pomnikami...
Wolność słowa

Wolność słowa

Konstytucja gwarantuje każdemu obywatelowi wolność wypowiedzi. Oznacza to zakaz cezury i gwarantuje rozpowszechnianie informacji oraz własnych poglądów. Jednak po tym, co ostatnio obserwowałam na forum Elki po ogłoszeniu, że nie będzie Pikniku Szybowcowego, zasługuje na pełną krytykę. Trzymam się jak najdalej od polityki i mieszania się w jej sprawy, jednakże zainteresowało mnie zdanie mieszkańców. I tu jest mi zwyczajnie wstyd! Poniekąd rozumiem rozczarowanie i oburzenie leszczynian. Piknik był imprezą rodzinną, na której każdy spędzał choć kilka godzin. Był też świętem tego miasta. Pokazy lotnicze zapierające dech w piersiach niejednego widza nie miały sobie równych. Ludzie przyjeżdżali naprawdę z daleka, żeby spędzić tu choć jeden cudowny dzień, a niezapomniane wrażenia były najcenniejszą pamiątką. Nie każdy lubi żużel. Wnioskuję to również z wypowiedzi mieszkańców. Jednakże wstyd mi również za te wypowiedzi. Wolność słowa – wolnością. Ale jest pewna granica! Każdy może wyrazić jakiś pogląd, niezadowolenie, aprobatę, złość lub poklask dla władz. Ale rzucanie inwektywami oznacza tylko, na jak niskim poziomie stawiacie samych siebie. Nie bronię tu Prezydenta i władz. Jak już napisałam – polityka jest mi obca. Nie chcę się w nią mieszać. Sama wolę piknik niż żużel, a jednak nie przyszło mi do głowy wypisywanie na forum niecenzuralnych epitetów skierowanych in persona – do Prezydenta. Dziś już tych wpisów nie znajdziecie. Na szczęście moderator usunął te najbardziej drastyczne, pozostawiając wszystkie, które wyrażały niezadowolenie, oburzenie czy złość skierowaną do władz i wyrażoną w sposób cenzuralny. A przy okazji warto wiedzieć, że na takim forum nikt nie jest anonimowy. Nie chcę tu wnikać w szczegóły internetowych zapisów, bo to nie tylko IP świadczy o obecności na serwerze. Chciałam tylko zaznaczyć, że mimo...
Kolej zawitała do Leszna

Kolej zawitała do Leszna

Dokładnie 160 lat temu, w październikowe przedpołudnie dociera z Dworca Górnośląskiego do Leszna specjalny pociąg, wypełniony zaproszonymi gośćmi. Powitanie na miejscowym dworcu było równie uroczyste i zgromadziło liczną grupę mieszkańców, którzy z entuzjazmem przypatrywali się maszynie. Połączenie kolejowe znacznie podnosiło prestiż Leszna, natomiast dworzec stał się „bramą” do miasta, nazywany bywał również „świątynią postępu”. Warto jednak pamiętać, iż początki kolei pełne były przesądów. Ziejąca ogniem i parą lokomotywa przypominała…Lucyfera! Także staroszlachecka mentalność stała na drodze rozwoju, gdyż niedopuszczalne było dla tychże, aby lokomotywa na nich gwizdała. W Lesznie obyło się bez bojkotu, pociąg odjechał w kierunku Poznania. A czy dziś podróż koleją oznacza prestiż? Czy Lucyfer jest obecny na trakcjach i ma wpływ na diabelskie...
Uroczystość Wszystkich Świętych

Uroczystość Wszystkich Świętych

Pierwszego listopada Kościół katolicki obchodzi uroczystość Wszystkich Świętych. Dla wielu z nas jest to dzień, w którym odwiedzamy cmentarze, aby w ciszy i skupieniu pomodlić się nad grobami naszych najbliższych, rodziny, przyjaciół, których zabrakło wśród nas. Zapalamy znicze, zostawiamy kwiaty, mając nadzieję, że spotkamy ich kiedyś w lepszym miejscu. Dzień Wszystkich Świętych swymi korzeniami sięga początków chrześcijaństwa. Wówczas święto to obchodzono zazwyczaj w okolicy Wielkanocy. Niektóre źródła wskazują na dzień 13 maja lub niedzielę w okolicach Zielonych Świątek. Świętowanie 1 listopada rozpoczęto w 741 roku. Wtedy to papież Grzegorz III ufundował oratorium ku czci Zbawiciela, Maryi, apostołów, męczenników i wyznawców, polecając modlitwę do wszystkich świętych. Natomiast w 935 roku papież Jan XI wyznaczył 1 listopada, jako święto, które ma obowiązywać w całym Kościele. Wszystkich Świętych jest w Kościele katolickim bardzo radosnym świętem upamiętniającym ludzi, którzy swym życiem zasłużyli na chwałę nieba, choć niekoniecznie są znani z imienia. Uroczystość Wszystkich Świętych zdecydowanie różni się od Dnia Zadusznego obchodzonego 2 listopada, kiedy wspomina się wszystkich wiernych zmarłych. Zaduszki są dniem modlitwy za dusze, które trafiły do czyśćca. W Polsce dzień Wszystkich Świętych jest obchodzony bardzo uroczyście. Nawet w czasach PRL-u był świątecznym dniem wolnym od pracy. Rząd komunistyczny starał się zmienić to święto w ceremonię świecką nadając mu nazwę Wszystkich Zmarłych lub Święto Zmarłych. Nazwa ta utrwaliła się w świadomości wielu ludzi, jako nazwa święta liturgicznego, z którym jednak nie ma nic wspólnego. Wielu ludzi stojących na cmentarzu łączy się w modlitwie i wspomnieniach o swoich najbliższych. Płonący znicz jest symbolem pamięci oraz naszej modlitwy i wiary. Ten piękny zwyczaj wprowadza tym samym nutkę zadumy nad własnym życiem na ziemi i...
Nie jestem za aborcją

Nie jestem za aborcją

Poruszył mnie protest kobiet. Czarny Marsz przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Takich protestów w Polsce było wiele. Zastanawiam się, na ile wola ludu dotarła do władz. Na ile głos kobiet został usłyszany? Będąc na studiach przygotowałam na zaliczenie projekt popierający aborcję, gdy zagrożone jest życie matki i gdy urodzić ma się ciężko chore dziecko. Opowiem Wam, jak wyglądała krótka inscenizacja. Siedziałam w fotelu z wypchanym ciążowym brzuszkiem i miałam w ręce otwartą książkę z bajkami dla dzieci. Czytałam deklarację miłości dla nienarodzonego dziecka. „ i będę cię kochać zawsze, i będę chodzić z tobą na lody, i będę oglądać filmy i będę czytać książki, i będę odrabiać z tobą lekcje, i pokażę ci cały świat, i każdego dnia będę przy tobie…”. Na dużym ekranie za mną wyświetlały się zdjęcia chorych dzieci. Zniekształconych, nieszczęśliwych, umierających z głodu, uciekających przed wojną. Prezentacja kończyła się pokazaniem płodu po aborcji. Ten obraz wstrząsnął wszystkimi. Sprzeczność tego, co deklarowałam w swoich słowach i przedstawionych obrazów była tak szokująca, że natychmiast zostałam zarzucona oskarżeniami, że popieram aborcję. Nie! Ale jestem przeciwna zmuszaniu kobiet do rodzenia chorych, ciężko upośledzonych dzieci. Jestem przeciwna rodzeniu dzieci swoich oprawców. Jestem przeciwna skazywaniu kobiet na śmierć, a dzieci na sieroctwo. Nasze Państwo nie stać na utrzymanie na przyzwoitym poziomie placówek opiekuńczych dla dzieci. Nie stać go na rzetelną opiekę medyczną dla osób chorych, nie stać na leczenie przewlekłych chorób, nowotworów, cukrzycy i wielu innych. Nie stać na wypłacanie przyzwoitej renty, po wielu latach pracy. Więc jakim prawem każą rodzić chore dzieci? Kto ma się nimi zająć? Ksiądz, który mówi, że aborcja to grzech? A czy on ma pojęcie czym jest opieka...
Komeński, a Leszno

Komeński, a Leszno

Wrześniowy numer Monitora Wielkopolskiego w cyklu co za historia pochyla się nad związanym z Lesznem: Janem Amosem Komeńskim i Janem Jonstonem. Nie ukrywam iż chylę czoła przed każdym z artykułów tej serii, tym bardziej, że często dotyczą osób zapomnianych lub niedostatecznie zapamiętanych, np. braciom Hulewiczom z Kościanek (lipiec 2016). Tym razem autor „dotarł” do Leszna. Rzecz jasna, kontrowersje dotyczą Komeńskiego. Czytam, iż z Amsterdamu, dokąd uciekł, wyrażał się o Polakach nie najlepiej… Autor pisze następnie o pomnikach w Lesznie. Można wywnioskować, iż to zaproszenie do dyskusji czy Komeński na te pomniki sobie zasłużył. Ciekawostką jest także napisanie tylko o dwóch pomnikach Komeńskiego w Lesznie, tymczasem upamiętniono w go w mieście trzy razy. Podejmując wyzwanie rzucone przez Monitor Wielkopolski, czy Komeński słusznie jest obecny w takim stopniu w przestrzeni publicznej...
Witaj szkoło

Witaj szkoło

Pomiędzy wietrzeniem, a czyszczeniem magazynów, pomiędzy zajączkami wielkanocnymi, a ekspozycją zniczy i następnie choinkowych bombek otoczonych girlandami, każdego roku ze wszystkich stron dociera do nas hasło: „Witaj szkoło”. Organizowane są kiermasze taniej książki, pojawiają się mobilne punkty sprzedaży podręczników, przybywa ogłoszeń na portalach. Doskonale widzimy jak z każdym rokiem zmieniają się autorzy, wydawnictwa, treści podręczników. Zmiany zachodzą na stanowisku ministra edukacji, a idąc tym tropem dalej, zmienia się program oświaty. Ja z kolei zwróciłem uwagę jaką to ewolucje przechodzą szkolne zeszyty. Na fotografii znalazły się trzy kajety: jeden pochodzi z roku 1964, drugi z przełomowego millenium (2000 r.) natomiast trzeci właśnie zakupiłem w jednym z wielkopowierzchniowych marketów. Oczywiście dziś możemy zamówić notatniki z dowolną ilustracją, lecz analizie poddałem te powszechnie dostępne. Zastanawiającym jest także fakt, iż świadomość historyczna wydaje się być z każdym rokiem większa , natomiast zeszyty przeznaczone na historię od niepamiętnych czasów (a z pewnością od kiedy pamiętam) przedstawiają egipskie piramidy. Zaciskam kciuki za wyparcie piramid przez Wawel, katedrę gnieźnieńską bądź okładkę z wizerunkiem Romualda Traugutta, Bogdana Jańskiego lub innej osoby związanej z historią kraju. A gdyby tak pojawiły się zeszyty: do muzyki z Romanem Maciejewskim, polski – Stanisław Grochowiak, biologia – Jan Jonston , geografia – Krzysztof Arciszewski, plastyka – Mieczysław Kudella, religia – Teodor Korcz, historia – Stanisław Leszczyński? Byłoby jak w...
Leszczyńskie zegary (galeria)

Leszczyńskie zegary (galeria)

Proszę chwilę poczekać! To z pewnością jedno ze zdań, którego nie lubimy słyszeć. Zapewne w prywatnym top 10 nieprzyjemnych zwrotów znajduje się właśnie „on”! Iluż z nas na poranną kawę wybiera „instant”, pospiesznie zalewając rozpuszczalną i odrzucając aeropress pełen rytuałów, wręcz celebracji? Ponad 200 lat temu, tuż przed wybuchem Wielkiej Rewolucji Francuskiej (lub szału rewolucjonistów antymonarchistycznych – każdy ma prawo do własnej oceny tamtejszych wydarzeń) żona ówczesnego króla Francji, Maria Antonina, każdego ranka odbywała ceremonię budzenia. Natomiast dziś ideologia slow life wydaję się być dla większości nieosiągalna i miewamy problemy z celebrowaniem chwili. Czas odgrywa niezwykle ważną rolę w życiu każdego człowieka. Dawniej do jego mierzenia używane były zegary w tradycyjnej formie. Obecnie częściej godzinę zwykliśmy sprawdzać w telefonach. Zegarek staje się miarą prestiżu, a smartfonowe aplikacje wypierają kult tradycyjnych wskazówek ze spacerującym po nich pająkiem czasu. Warto dodać, że za jednego z prekursorów popularności zegarów uważany jest Dezydery Chłapowski (był to wówczas symbol pracy organicznej), który bywał na najwspanialszych dworach europejskich. Mimo tego, zawsze wracał do miejsca urodzenia (a także śmierci) niedaleko położonej Turwi. Czy w dzisiejszych czasach ktoś korzysta z miejskich zegarów? Czy jeszcze komuś służą? A może również one mają oznaczać prestiż? Niestety są wśród nich takie, które tylko dwa razy na dobę wskazują poprawny czas. Zatem nie tracąc czasu, zapoznajmy się z plenerowymi zegarami miasta Leszna! Wiecie, gdzie się znajdują?...
Zysk czy rozczarowanie?

Zysk czy rozczarowanie?

„Już teraz kredyt gotówkowy na super warunkach dla rzetelnych klientów. Spraw radość sobie i rodzinie”. Co jakiś czas mój bank przysyła mi smsem takie oferty, lub jeden z konsultantów dzwoni zapytując miłym głosem, czy może mi pomóc oferując kredyt. Raczej nie byłabym za bardzo zadowolona, gdybym musiała przez kilka kolejnych miesięcy spłacać raty. Bo to oznacza mniej kasy na moim koncie. Nawet tzw. minimalna ratka – obciąża moją kieszeń. Pracowałam kiedyś w jednej z tych firm oferujących pożyczki na dowód dla każdego. Oferta tylko z pozoru bardzo korzystna, bo każdy z tych parabanków musi zarobić na kliencie. Zazwyczaj na początek oferuje się kilkaset złotych. Jeśli pożyczka spłacona jest w ciągu miesiąca klient jej nie odczuje. Ale gdy spłata się przeciąga, prowizja zaczyna przewyższać kapitał. Inną formą zatrzymania klienta jest propozycja kolejnego wyższego kredytu, dzięki któremu spłaci pierwszy i jeszcze mu zostanie trochę na własne potrzeby. Ale i tę pożyczkę trzeba spłacić. Firmy pożyczkowe na start oferują zazwyczaj 300 zł z małymi kosztami, tak żeby klient był przekonany, że mu się to opłaca. Nie musi wypełniać żadnych wniosków, przynosić zaświadczenia o zatrudnieniu i zarobkach. Wystarczy dowód, składa podpis i gotówka trafia do jego ręki. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby któryś z moich klientów przeczytał umowę. A przecież jest to nie tylko Wasze prawo, ale i obowiązek. Składając podpis pod jakimkolwiek dokumentem oświadczacie, że zapoznaliście się z regulaminem i warunkami podpisywanej umowy. Nie ma później rozczarowań pod tytułem „ale ja nie wiedziałem”. Załóżmy, że pierwszy mały kredyt przebiegł bez problemu. Klient go spłacił w ciągu miesiąca nie ponosząc dodatkowych opłat. Firma pożyczkowa nie opuści takiej osoby. Oferuje jej kolejny kredyt,...
Dobry Trunek

Dobry Trunek

Dobry trunek, cygaro i zero sportu. To właśnie Winstona Churchilla znany sposób na dożycie sędziwego wieku. Postanowiłem zastosować zamienniki owej dewizy, eliminując jednocześnie zerowy poziom sportu. Dziś bardzo wielu z nas ma za sobą udział w zawodach biegowych zakończony otrzymaniem pamiątkowego medalu. Zdarza się, że szybko ulegamy rutynie i szukamy nowych bodźców. Przykłady takie jak: biegi z przeszkodami, sztafety, czy goniąca meta można by mnożyć. Mój pomysł na ucieczkę od rutyny to start za granicą, w miejscu wcześniej niepoznanym. Nie tylko względy ekonomiczne i geograficzne (te również, gdyż bliżej dosłownie się nie da), ale także walory historyczne zadecydowały o wyborze miasta – Goerlitz. Mijając w drodze tabliczki miejscowości Krzywa, czy Wierzbowa odnosiłem wrażenie, że krążę po leszczyńskich ulicach. Do wyboru była alternatywna trasa przez Leszno Górne i Dolne. Jakże miłe dla ucha nazwy miasteczek. Program zawodów nie różnił się szczególnie od rozgrywanych na terenie kraju. Wieczorne spotkanie przy makaronie, skromne targi sportowe, itp. (poza droższym wpisowym i uboższym pakietem startowym – w którym obok numeru odnalazłem trzy foldery bez słowa w języku polskim, rzecz jasna, organizatorzy nie zapomnieli dorzucić czterech agrafek do przymocowania numeru – nie udało się pokonać rutyny). Nawiązując do tytułu, nie samym bieganiem człowiek żyje. Szybko znalazły się setki powodów, dla których warto było się wybrać do Goerlitz. Zadziwiającym jest fakt, że przewodniki po Niemczech, a tym bardziej po Saksonii, przeważnie tylko wzmiankują o tym przepięknym mieście. Zgodnie z turystycznym standardem odwiedziłem grób Jakuba Boehme, pochowanego na miejscowym cmentarzu w 1624 roku. W zgodzie ze swoją pasją namówiłem żonę Karolinę do spaceru szlakiem miejskich pomników. Nie musiałem przed ukochaną ukrywać, że udział w zawodach był przykrywką dla...
Jak napisać dobry list motywacyjny?

Jak napisać dobry list motywacyjny?

Takie pytanie zadała mi niedawno córka mojej dobrej koleżanki, motywując dodatkowo – Ciociu, ty tak dobrze potrafisz pisać, więc proszę, pomóż mi. Nie miałam wyjścia. Dziewczyna prawie rok temu skończyła szkołę i zmaga się z tym samym problemem, co większość jej rówieśników. Brak doświadczenia, zbyt duże wymagania pracodawcy, zbyt wielkie oczekiwania ze strony kandydatów. Nie można od razu zostać dyrektorem, trzeba najpierw zaparzyć kilka kaw. No dobrze, więc zacznijmy od początku. W takim podaniu trzeba przede wszystkim napisać o swoich zdolnościach. Na przykład tak: „Proszę, o przyjęcie mnie na stanowisko majordomusa. Przez kilka lat zarządzałam na pełen etat gospodarstwem Siedmiu Krasnoludków. Wyśmienicie gotuję, potrafię bardzo dobrze prać i sprzątać. Jestem w pełni dyspozycyjna. Królewna Śnieżka” Oczywiście nie należy wspominać, że w tym czasie ukrywałaś się przed Złą Królową i resztą świata i praktycznie pracowałaś za darmo, ale tylko krasnoludki chciały przyjąć cię do pracy, a dyspozycyjność nie oznacza pracy 24 godziny na dobę. Ważne jest też doświadczenie, nawet jeśli jakąś pracę wykonywało się krótko, a jest istotna dla pracodawcy warto o niej wspomnieć… „Jestem zainteresowana pracą w Waszej firmie. Moimi atutami są rzetelność, gotowość do pracy i sumienność. Zawsze wykonuję polecenia przełożonego. Mam duże doświadczenie w wybieraniu grochu z popiołu, jestem punktualna i niekonfliktowa. Kopciuszek” No dobrze, wiem że czasami ma się zwykłego lenia i nie chce się wybierać tego grochu i czasami pomagały gołąbki, ale przecież nawet Macocha nie ma o tym pojęcia, więc nie wypapla. A dobre wrażenie robi się tylko raz. I jeszcze jedna zasada: trzeba swoją prośbę bardzo mocno umotywować. Na przykład tak: „Proszę o wydanie mi pozwolenia na broń, gdyż przez większość czasu jestem...